Pobrałem  właśnie nowy spot wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Jego głównym bohaterem jest pierwszy członek partii Niesiołowskiego i Karpiniuka, znany i lubiany gorzelnik oraz bohater tradycyjnie zamożnych i rozrzutnych emerytów i studentów, Janusz Palikot – poseł platformiany.

Filmik przedstawia te epizody z życia byłego szefa Komisji „Przyjazne Państwo”, które chyba najlepiej oddają buntowniczy, ironiczny, zdystansowany i rzecz jasna głęboko inteligencki charakter wystąpień tego Męża Stanu.
 
Mamy więc Palikota zamyślonego, Palikota odważnie manifestującego swą chłopięcą seksualność, Palikota konsumującego wraz z Pierwszym Politykiem Miłości rodzime produkty spirytusowe, Palikota pokazującego język, dildo i pistolet, czyli atrybuty nieskrępowanych igraszek w kameralnym gronie; dalej Palikota dłubiącego w nosie (a więc znów zamyślonego), i wreszcie Palikota w otoczeniu między innymi Saryusza Wolskiego, Hübner i Buzka, czyli prawdziwych ikon euroregionu Polska startujących z list PO do Parlamentu Europejskiego.
 
Ten telegraficzny i na pewno niepełny skrót z wystąpień Pana Janusza na gruncie społecznym okraszony jest poruszającą serca każdego Europejczyka muzyką symfoniczną oraz przypominającym dawne kroniki filmowe komentarzem.
 
Zachęcając ludzi młodych do poparcia list Platformy Obywatelskiej uświadamia im, że polityka nie musi być smutna i poważna. Że dzięki takim ludziom takim jak pełen dystansu do siebie, świata i ludzi Pan Janusz  nie musimy wreszcie wstydzić się za Kaczyńskich, Ziobrę, Fotygę i innych ponuraków, którzy tyle wstydu przynieśli Polsce również na arenie międzynarodowej.
 
Jednym słowem spot pokazuje, że Europa da się lubić i że Polska zasługuje nie tylko na cud gospodarczy, ale również na rzeczy z pozoru prozaiczne, a przecież tak ważne - miłość, przyjaźń oraz radość. I wreszcie, co chyba najważniejsze, że orędownikiem tych trendów jest wbrew pozorom nie Premier, a właśnie Figlarny Janusz.
 
Kończąc zupełnie poważnie to szybkie podsumowanie nowej akcji promocyjnej Prawa i Sprawiedliwości chciałem pogratulować pomysłu. Nie jest może wybitnie oryginalny, ale przede wszystkim złośliwy, dosadny i chamski. Czyli dokładnie taki, jaki (moim zdaniem) powinien być całościowy program odpowiedzi na subtelną politykę miłości Platformy.
 
Dobrze, że ktoś w PiS zorientował się wreszcie, że właśnie tędy droga. I nie chodzi mi tutaj nawet o same wybory do Parlamentu Europejskiego, które osobiście ignoruje, ale ogólny kierunek działania. Jak bowiem mówi stare porzekadło – jeżeli się weszło między parzystokopytne, warto czasem chrumkać tak jak one.